Blog Amatorskich Rozgrywek. Gdzie grają ligi, co nowego w portalu, ciekawostki.


Skoki, czyl słit focie Stocha

Opublikowany w Offtopic - autor: playarena w dniu 23 Styczeń 2011

Skoro trwa zima i nie można zajmować się “normalnymi” sportami, to wypada (w końcu!) ukłonić się w kierunku zimowych. A cóż jest polską specjalnością w zimie jak nie skoki narciarskie?

Zakopiański trzydniowy maraton zakończony w najbardziej niespodziewany sposób skłonił mnie ostatecznie do napisania paru słów o skokach, których pasjonatem jestem od dawna (chwalę się często tym, że jestem jednym z niewielu, którzy po “erze Małysza” pozostali przy skokach). Tyle przechwałek i czczego gadania.

W ten weekend mieliśmy okazję oglądać triumfy dwóch polskich zawodników w konkursie Pucharu Świata, co ostatni raz zdarzyło się ponad 30 lat temu. Obok suchej relacji sportowej interesuje mnie jednak to wszystko co dzieje i się stanie się obok całego narciarskiego zamieszania. Bo wielkim wygranym tego weekendu jest Kamil Stoch, który od dawna zapowiadany jest jako następca Adama Małysza. Stochowi dotychczas jednak szło jak po grudzie i najczęściej kiepskie przygotowanie psychiczne nie pozwalało młodemu (ale już nie najmłodszemu!) zawodnikowi odpowiednio znosić presji. A wśród swoich – proszę bardzo. Można powiedzieć jak nasza młodzież: “ale urwał”. Urwał również Adam Małysz, który triumfował w sobotę, natomiast w niedzielę mało co nie urwał nogi, zaliczając poślizg przy lądowaniu. Upadek naszego mistrza wyglądał tragicznie, ale skończył się na zwykłym stłuczeniu kolana. I teraz zaczyna się najlepsza część opowieści.

Specjalnie oglądałem kilka różnych serwisów informacyjnych i chyba zaliczyłem ich dzisiaj aż cztery (żyć nie umierać, co?), żeby zobaczyć jak będzie przedstawiany news z relacją zakopiańskich zawodów. I co? Tematem numer jeden był upadek Adama Małysza. Przypominam, że nasz mistrz nie zakwalifikował się do II rundy konkursu. Jednak to jego występ, a nie największy triumf w karierze Kamila Stocha był najgorętszym tematem na informacyjnej giełdzie. Nie był nawet drugim w kolejności newsem, bo dalej TVP i TVN poinformowały mnie o stanie zdrowia Orła z Wisły oraz o tym, że nic mu nie grozi. Świat więc mógł odetchnąć z ulgą. Dalej standardowo, suchym komunikatem informowano o zwycięstwie Stocha. Jakby zupełnie niechętnie, właściwie nie dostrzegając tego.

CO JEST DO CHOLERY?! Pierwszy raz od miliona lat polski skoczek, który w dowodzie osobistym akurat nie ma wpisane “Małysz” zajmuje miejsce na podium, a nawet wygrywa konkurs, a i tak ważne jest to co się stało jednak Małyszowi. Rozumiem - szacunek, wartość medialna i jednak pewne priorytety. Adama Małysza podziwiam i złego słowa o nim powiedzieć nie pozwolę – ale na Boga, dlaczego media na siłę robią z niego temat numer jeden? Niedziela to dzień Kamila Stocha, który zdeklasował rywali na skoczni. A media i tak są bardziej promałyszowe niż można by to sobie wyobrazić.

Z tego bierze się kolejna bolączka wszystkich tych, którzy skokami chociaż w minimalnym stopniu się interesują. Ile raz już musieliśmy się nasłuchać, że Adam owszem skoczył słabiej, ale to przez ten wiatr, inni mieli lepsze warunki i w ogóle… Przykro mi, ale niezależnie od warunków taki Morgenstern wygrywa cały czas. Panowie dziennikarze (niestety, kolegami nie jesteśmy) – wyluzujcie. Zamiast robić z Małysza na siłę faworyta i głównego kandydata do zwycięstw usiądźcie na chwilę i zastanówcie się. W sporcie nie można być na topie przez całe życie (prawda?). Teraz zajadę napinaczem internetowym: “Adam Małysz się skończył”.

Oczywiście niemiło czyta się takie zdania, szczególnie jeżeli zastanowi się kto jest ich autorem, tym niemniej… wypada się nad nimi zastanowić. Przyjrzyjmy się karierze Małysza – zwycięstw od cholery, miejsce w historii skoków zagwarantowane. Podejrzewam, że w co drugiej knajpie w Polsce Orzeł pije za darmo – o ile oczywiście pije, a pewnie nie pije. A szkoda. Bo czasem na trzeźwo ciężko znieść gadanie dziennikarzy, którzy na siłę udowadniają swoje zdanie.

Do czego zmierzam? Sportowiec dla zwykłego zjadacza chleba jest tworem dosyć efemerycznym – 80% ludzi na świecie nigdy swojego idola nie zobaczy na żywo, 90% nie zrobi tego z odległości mniejszej niż 10 metrów (swoją drogą, wiecie jaki wielki brzuch ma Alessandro Del Piero na żywo? to znaczy – zza płota z odległości 10 metrów?), a 99% nie zamieni z nimi nigdy słowa. Sportowiec jest produktem marketingowej machiny i ma odbiorcy zasadniczo dostarczać radość i napędzać maszynkę. Jest trybikiem. Małysz jako produkt przemysłu rozrywkowego swoją porcję radości ze zwycięstw nam dostarczył i teraz ewidentnie wyrabia nadgodziny - i to jak wyrabia. Osobiście uważam, że nie mamy prawa wymagać niczego więcej i powinniśmy być wdzięczni za taką postawę i każdy dobry występ Adama Małysza.

Żeby dobrze zrozumieć mój tok myślenia trzeba sobie uzmysłowić w którą stronę ewoluował sport i czym właściwie jest. Ale o tym następnym razem.

P.S. Ciekawe czy czeka nas teraz Stochomania?


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.