Dzień w którym umarł Polski futbol
To co stało się po finale Pucharu Polski pomiędzy Legią Warszawa i Lechem Poznań było skrajną kompromitacją, czymś czego obecni na meczu delegaci UEFA nie chcieli oglądać na niewiele ponad 400 dni przed pierwszym gwizdkiem na Euro 2012 w Polsce. Jednak, gdy rząd i władze zdecydowały się zamknąć stadiony i uznały, że to jedyne rozwiązanie problemu dotyczącego chuliganów – mniejszości z około stu tysięcy ludzi odwiedzających stadiony Ekstraklasy każdego tygodnia – wtedy dopiero rozumiesz, że futbol umarł. Futbol, który nie jest już sprawą dla kibiców.
Piłka nożna w Polsce jest obecnie sceną walki pomiędzy rządem i chuliganami podczas gdy normalni fani będą cierpieć, siedzieć w domach, nie mając możliwości obejrzenia jak gra ich zespół, przegrywa czy wygrywa. Nie wolno im, ponieważ władze będą zamykać stadiony za każdym razem, gdy policja wyda opinię, że jest możliwość zaistnienia niebezpieczeństwa na nich lub w ich pobliżu. Coś, by być jasno zrozumianym, co może się zdarzyć w każdym mieście, na każdym meczu, każdego tygodnia. Nie tylko w Polsce.
Gdy nagradzanie zwycięzców w Bydgoszczy po finale Pucharu Polski było opóźnione przez chuliganów Lecha walczących z policja, wszyscy na około zgadzali się, że pewne środki muszą być przedsięwzięte, że rozwiązanie problem, który nie zniknął, musi zostać znalezione. Jak najszybciej. Jednak, gdy był to znów idealny czas by usiąść, porozmawiać, zmienić prawo, wreszcie wykopać chuliganów ze stadionów, rząd zdecydował się na demonstrację, pokazówkę. Rząd po prostu zdecydował się zagrać stereotypami, które mówią, że każdy kibic piłkarski to chuligan.
Wszyscy są winni temu co się stało w Bydgoszczy – ktoś pozwolił by ten mecz się odbył mimo negatywnej opinii policji; organizatorzy pozwolili kibicom Legii na inwazję na murawę zaraz po rzutach karnych; kibice dali cichą zgodę ludziom by ich reprezentowali, tym, którzy nigdy nie powinni takiej zgody dostać; rząd, który nie walczył z problemem, nie zaprezentował odpowiedniego prawa. Jednak jedynymi, którzy ucierpią po bezsensownej decyzji o zamknięciu stadionów po wtorkowych wydarzeniach będą prawdziwi, normalni kibice i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że na wojnie z chuliganami znów odniesiono porażkę.
Co stanie się teraz? Trzeba powiedzieć, że nawet jeśli ci, którzy organizowali protesty przeciwko mediom i rządowi na finale Pucharu Polski stracili prawo do głosu w debacie (więcej o tym tutaj), to premier rządu, ze swoimi sugestiami o zamykaniu stadionów za każdym razem, gdy policja doniesie o możliwym zagrożeniu, dał im z powrotem miejsce przy stole rozmów. Niepotrzebnie, ponieważ te grupy kibiców, zrzeszone w ogólnopolskim stowarzyszeniu udowodniły kiedyś, że nie powinno im się nigdy zaufać.
Czemu policja teraz wydaje opinię, że stadion Legii nie jest bezpieczny, gdy taki był tydzień teamu? Czemu domagają się zmian teraz, gdy nie mieli żadnych obiekcji w ostatnich miesiącach? Nawet nie starają się ukryć faktu, że jest to rewanż i kara za chuliganów, którzy zdewastowali stadion w Bydgoszczy. Kara, która nigdy nie będzie rozwiązaniem, jak już to kolejnym ciosem w normalnych kibiców, aż do momentu gdy zrezygnują oni z chodzenia na stadion.
Premier Donald Tusk powiedział, że będą zamykać stadiony po każdych problemach na trybunach, za każdym razem gdy policja zgłosi swoje obawy co do bezpieczeństwa. Jest bardzo ciężko mi zrozumieć jak on oczekuje, że sytuacja sama się rozwiąże, gdy stadiony będą puste – czy chce i oczekuje, że to normalni kibice wykopią chuliganów z trybun? Czy może jego rząd da klubom porządne prawo, prawo, które będzie wykonywane przez sądy i policję, coś co obecnie nie ma miejsca? Jeśli chce użyć zamykania stadionów jako jedynej drogi dla rozwiązania problemu chuliganów w Polsce, to tylko zabije futbol, ligę i szansę, że piłka nożna wzniesie się na poziom na który czterdziesto milionowy kraj zasługuje.
To bardzo smutny dzień. Donal Tusk, kibic piłkarski, sam często uczęszcza na mecze Lechii Gdańsk, prawie każdego tygodnia – i jest to coś czym lubi się dzielić publicznie. Czemu więc po prostu nie rozumie jak bardzo się myli zakładając, że jego pomysł, wielka pokazówka, rozwiąże cokolwiek? Te działania postawiły media, fanów, grupy kibiców, a nawet władze niektórych miast przeciwko niemu. Mniejsza o to – z wyborami już za kilka miesięcy stracił on wiele, wiele głosów tych, którzy mniej dbali o politykę, a bardziej o futbol. Ludzi takich jak ja, normalnych kibiców. Takich, co zostali skrzywdzeni przez osoby ponoć zaangażowane, ale nie rozumiejące prostej zasady tego pięknego sportu – że piłka nożna przede wszystkim jest dla kibiców.
Powyższy tekst rozpoczyna cykl gościnnych wpisów na blogu Rozgrywek Playarena.
Jego autorem jest Michał Zachodny – dziennikarz i blogger; znawca ligi polskiej i angielskiej Premiership.
Zapraszamy na jego bloga – http://ktbffh.blox.pl/

